czwartek, 26 listopada 2009

Niedoczas

Obudziłam się dzisiaj ze świadomością czasu. Trzy tygodnie do dwudniowego świątecznego kiermaszu, na który nic jeszcze nie mam. Ciekawe jaką cenę mogłabym wystawić za uśmiech i dobre słowo.
Kiermasz to tylko skrawek w tym niedoczasie, bo zamówienia dwa większe przede mną (i przed świętami) i zamówienia mniejsze co dzień spływają. I galerie pukają do drzwi. Zmieniłam system zapisywania, bo odkryłam chwile tracone na kartkowaniu mojego szarego notesu z łosiem. Jak tylko się ten bieg uspokoi, system zgłoszę w Urzędzie Patentowym.
Po śniadaniu postanowiłam, że rzucę monetą: szycie czy lepienie. Bo gdyby tak poddać się losowi, wyrzutów sumienia może by nie było. Wyrzutów, że szyję zamiast lepić lub lepię zamiast szyć. Orzeł-reszka. A gdzie malowanie już ulepionych aniołów? Na kancie? Przekora zaważyła. Cały dzień z pędzelkiem w ręku. Trzy przerwy: na wrzucenie prania, na naleśniki (bo na tyle było w lodówce) i wywieszenie prania. Mogłabym powtórzyć za Świetlickim, że "dziś jestem w nastroju nieprzysiadywanym", ale daruję sobie, bo nieźle się nasiedziałam.
Cudnie tak pędzić:)

Pędzlowi albo przechodzi kryzys wieku średniego, albo to jakaś kolejna faza. Zszedł z kaloryfera i nie odstępuje mnie na krok. Faza przytulania. Może uznał, że ja to trzecia potrzeba życiowa? A ja cała w sierści.

czwartek, 19 listopada 2009

Ring na cztery łapki

Horror "Ring" pewnie do moich ulubionych filmów by nie należał, gdyby nie wydarzenie sprzed kilku lat. Obejrzeliśmy go wraz z Synem, a potem każde z nas grzecznie poszło do swoich pokoi spać. W środku nocy obudziło mnie dotknięcie w ramię. Syn - wcale już nie malutki - stał z kołdrą w łapce - w łapie - i zapytał: "Mogę spać u ciebie na podłodze? Bo wszędzie widzę kółeczka". Ci, którzy "Ring" oglądali, wiedzą, o co chodzi.

Od tamtej chwili ten film stał się naszą radosną tradycją i kiedy tylko jest taka możliwość, oglądamy go razem, choć znamy go już na pamięć.
Kilka tygodni temu film znów był na ekranie. Syn spędzał weekend u dziadków, więc obejrzałam go sama. Wysłałam tylko smsa: "Oglądam Ring, a potem idę spać na Twojej podłodze". Odpowiedź: "Ha ha".
Wczoraj TVN puściło "Ring 2", ale tym razem nie było nam do śmiechu. Podczas jednej z przerw reklamowych Syn poszedł do swojego pokoju i chwilę potem usłyszałam: "Mamo, chodź na chwilę". Moim oczom ukazał się taki obrazek:
Pierwsze podejrzenia padły na kota, ale szybko zostały rozwiane. Po pierwsze kot został zlokalizowany na kuchennym kaloryferze z miną jak nie patrzeć niewinną. Po drugie przechodzi teraz kryzys wieku średniego i od wielu tygodni z kaloryfera schodzi, by załatwić dwie podstawowe potrzeby życiowe. Po trzecie kryzys wieku średniego nie oznacza zdolności przenikania przez zamknięte drzwi.
Więc kto? Dziewczynka z "Ringu"!
Nie ma sensu pytać, po co dziewczynka z grzywką do pasa miałaby rozgrzebywać ziemię w doniczce, bo ona nic nie robi z sensem. Nie ma sensu zastanawiać się, jak wyszła niezauważona z telewizora i pomaszerowała do drugiego pokoju, by tę ziemię rozgrzebać, bo ona wszystko potrafi.
Staliśmy zmrożeni i czuliśmy, jak radosna tradycja zamienia się w koszmar. W koszmar, który nagle przerwał mały ruch obok naszych stóp. Chomik! Szybkie spojrzenie na klatkę i wszystko jasne. Dezercja. Jak przegryzł i wygiął kraty, w których żywot swój dokonało kilka pokoleń jego pobratymców - nie wiem. Co planował na wolności - pozostanie tajemnicą. Zrobił mały błąd: ujawnił się.
Ludzie (i chomiki)! Pamiętajmy: przed podjęciem decyzji, przemyślmy każdy krok:)


A oto klatka po tuningu - chomiczy Shawshank:

wtorek, 10 listopada 2009

O myśleniu słów kilka

Tak sobie myślę, że za dużo myślę. Siedzę i myślę, chodzę i myślę, gdy się położę, też myślę. Z drugiej strony, to dobrze, że myślę siedząc, chodząc i leżąc, bo gdybym oprócz tego, co robię, zrobiła choć część tego, co wymyślę, szybko musiałabym zmienić mieszkanie na większe lub wynająć magazyn.
Postanowiłam połączyć dzisiejsze malowanie aniołów z edukacją. Włączyłam płytę z lekcjami języka francuskiego. Bo miło by było odświeżyć wiedzę z liceum. Powtarzałam słówka i zwroty do momentu, gdy uświadomiłam sobie, że mam obmyślony obiad wraz z listą zakupów i że jestem na poziomie je m'appelle Monika, j'habite en Pologne.
Zmieniłam płytę na książkę mp3. "Klub Mało Używanych Dziewic" do ambitnych lektur nie należy. Tak myślę, bo z zamyślenia wyrwałam się w okolicach trzeciego rozdziału, kiedy to zerwałam się po kartkę i ołówek, by naszkicować pomysły na bożonarodzeniowy kiermasz.
Pewnie myślenie to nie grzech. Choćby dlatego, że grzeszy się raczej świadomie, a ja nad tą gonitwą zapanować nie potrafię. Nałogowe myślenie. Nałogi prędzej czy później potrafią zabić, więc dawno temu zrezygnowałam ze zrobienia prawa jazdy, by nie wprowadzać chaosu na drogach. I zagrożenia. Pasażer może sobie myśleć do woli.
Przypomniała mi się historyjka rodzinna, kiedy to zastałam mojego wówczas trzyletniego Syna siedzącego na podłodze w pokoju tępo wpatrującego się w ogień w kominku. Zapytałam: "O czym myślisz?", usłyszałam: "Bóg wie o czym".
No tak...

niedziela, 8 listopada 2009

Pilniczek w chaosie

Życie składa się z drobiazgów. Z radości małych i dużych. Mnie z rana spotkała radość-chyba ta większa-po trzech dniach odnalazłam pilniczek do paznokci. Gdzie? W pokoju Syna. A ostatnio znalezienie tam czegokolwiek graniczy z cudem.
Czwartek wieczorem.
-Znalazłeś moją ładowarkę do baterii?
-Tak, dziś rano.
-To poproszę, bo jest mi potrzebna.
-Mamo, to było rano.
Syn ma fazy. Naloty. Żyje w chaosie dzień po dniu, aż nadchodzi ten, gdy zjawia się w kuchni po worek na śmieci. Naloty te nadchodzą o siódmej rano lub w okolicach północy i nie pytajcie, dlaczego. Nie wiem. Efektem nalotów są pełne worki w przedpokoju i pytania, czy nie wiem, gdzie jest to, gdzie jest tamto. Worki łatwo się wynosi, odpowiedzi na pytania są trudne, a poszukiwania prowadzą do życia sprzed nalotu.
-Bo jak posprzątam, to nic nie mogę znaleźć, a w bałaganie od czasu do czasu jestem mile zaskoczony.
Taki sposób na życie.
Dziś weszłam do jego pokoju, by podlać kwiaty. Na kwiaty w jego pokoju też mam sposób-jest ich siedem. Bo kwiaty w tych porządkach i poszukiwaniach też zmieniają miejsce. I tak z butelką w ręku liczę sobie: jeden, dwa, trzy, o! pilniczek do paznokci!, cztery, pięć, sześć, siedem.
Mile zaskoczona w chaosie.

A jak już jestem przy sprzątaniu-tak wygląda ono na moim osiedlu, czyli praca od szóstej do ósmej rano i fajrant:)

poniedziałek, 2 listopada 2009

Żyję

Zamilkłam na ponad tydzień. Szybko zleciało. Nawet nie wiem kiedy.
Kilka dni na wpół przespanych, na wpół przechodzonych po ścianie. Nie wiem, co to za choróbsko było. Gorączka, ból głowy, ból mięśni, ból cebulek włosowych. Jakieś grypo-zatoki. Albo Zatoka Grypy.
Zakopałam się też w dziwnym zamówieniu Człowieka Któremu Się Nie Odmawia. I to nie dlatego, że tak wypada, tylko bo się chce. Wyzwanie krawiecko-kombinatorskie. Samo krawiectwo do niedawna było mi obce, póki miłość do igły i nitki amor zawadiaka nie wstrzelił mi w serce. Kombinowanie-co tu dużo mówić lubię, ale czasu sporo zajmuje. Gdybym musiała powtórzyć dzisiejszy efekt, zrobiłabym to w dziesięciokrotnie krótszym czasie.
Oj, chyba namieszałam troszkę...
A niech tam raz będę tajemnicza:)
Powinnam już spać, ale czekam jeszcze, aż pranie się skończy i chleb dopiecze. Chyba chwilkę poczytam.
Dobranoc*