czwartek, 3 września 2009

Lato za szkłem


Dzień zaczął się sporym zamówieniem. Więc nawet gdyby przyszło mi do głowy zastanawiać się, jak spędzę weekend, to już nie muszę. Problem z głowy:) Sól, mąka, stolnica, i piekarnik chodzący non stop. Może wplotę w to wszystko z artystycznym wdziękiem ciasteczka? Dawno nie piekłam. Tak zrobię. Ciasteczka dopisane do weekendowej listy.
Wyprawa na targ przyprawia o zawrót głowy. Najpiękniejsza pora roku. Owocowo – warzywna. Kolory, zapachy, kształty. Smaki, rozkosz, niebiańskość. Zaczynam znosić do domu po troszku te cudowności, z piwnicy po troszku słoiki i butelki i zamykam ten rocznik na zimne dni. Dziś pachnie śliwkowo i brzoskwiniowo. Te kolorowe słoiczki są jednym z pretekstów do kochania zimy.
Pokrzątałam się w nocy w kuchni. Zlałam morelowy likier i zasypałam owoce cukrem. Za miesiąc połączę je z tym bursztynowym płynem, by mogły się zaprzyjaźnić do Bożego Narodzenia. Spróbuję tym boskim napojem i wizją rozmów przy świecach na świątecznym stole skusić Mamę do towarzystwa mojej choinki. Dwa lata temu się udało, więc optymizm z fundamentem.
Wiśniówka też zlana i wymieszana z miodem. Towarzystwo nieprzeciętne. Rozgadane. Może też przyciągnie jakąś przyjazną duszę?

1 komentarz:

  1. alez Ty kusisz tymi likierami... mmm... no wiesz! :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za pozostawione słówka:)